Nie ma się więc co za bardzo podniecać swoim aktualnym rowerem. Biorąc pod uwagę to, jakie fantastyczne rowery stworzył Ibis na przestrzeni ostatnich dekad, naprawdę trudno wyobrazić sobie nawet, na czym będzie się jeździć w przyszłym roku!

Don Cook

Przez pierwsze kilka lat siedziba firmy Ibis mieściła się w kalifornijskim mieście Mendocino, gdzie naszymi klientami byli głównie miejscowi. Nasz punkt znajdował się na obrzeżach miejsca zwanego Pygmy Forest. W lasach wokół Mendocino można było wskoczyć na wiele wspaniałych singletracków i nawet do dziś jest tu dość spokojnie, chociaż powstaje tu coraz więcej nowych szlaków.

Oto całkiem fajne zdjęcie z pierwszego corocznego Tour de Pygmy. Do momentu, gdy ta impreza miała miejsce po raz pierwszy, powstało prawdopodobnie zaledwie około 5 rowerów marki Ibis. Na zdjęciu widać zresztą Scota (czwarty gość od prawej), który chyba nawet nie miał jeszcze wtedy roweru własnej marki, bo wygląda na to, że trzyma tu swojego starego Excelsiora. 

Wycieczka rowerowa Tour De Pigmy

Jednak najbardziej godnym uwagi na tym zdjęciu jest fakt, że występuje na nim Charlie Cunningham, który słynie z tego, że bywa poza hrabstwem Marin niezwykle rzadko. Znajdziecie go na zdjęciu jako pierwszego z lewej. Obok niego stoi jego przyszła żona, Jacquie Phelan. Jeszcze z okazji trzydziestolecia naszej firmy Jacquie napisała do nas przemiły list, co na marginesie oznacza, że tyle samo już czasu bujała się z Chuckiem-Lo-Rama, jak sam Charlie każe się nazywać. A oto i to ten list:

Moja pierwsza prawdziwa randka z Charliem to podróż do Mendo, w czasach, gdy mieszkali tam Scot Nicol i Ginny Allen, tworząc swoją firmę Ibis. Było to w 1983 roku.

Nie mogłam doczekać się długich, przyjemnych, niczym niezakłóconych chwil z moim nowym chłopakiem, cichym i spokojnym inżynierem Charliem McTuberatorem.

Pan McTuberator (aka Chucking, jak zwykł go nazywać Steve Potts) na ogół najbardziej lubił być pochłonięty pracą. Jednak przez tamte kilka dni byliśmy pochłonięci rozmowami, milczeniem i spotkaniami z rowerowymi maniakami.

Scot przechodził akurat okres zapuszczania obfitego zarostu i nawijał jak nadpobudliwy student Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis.

Ginny, jego żona, była natomiast cicha i spokojna, zupełnie jak mój Charlie.

Innymi słowy, byliśmy parą o podobnych temperamentach, lecz odwrotnie ulokowanych.

Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że w związku zawsze jedna osoba powinna być opoką, a druga niespokojnym duchem, i że gdybym pozostała przy którymkolwiek z moich wcześniejszych chłopaków, taka relacja prawdopodobnie nie trwałaby długo.

Ginny jest autorką projektu logo firmy z ibisem w pionowym owalu – eleganckiego i artystycznego znaku graficznego symbolizującego łączność rowerów z naturą i obietnicę nieziemskich lotów na owych niebiesko-fioletowych stalowych maszynach, które Scot budował w małym, lecz schludnym warsztacie ulokowanym na podwórku swojego małego domku zamieszkiwanego wspólnie z Ginny i kotem o imieniu Rampage.

Pamiętam czytanie sprośnej poezji, pałaszowanie pysznego jedzenia i liczne dyskusje na  eko-tematy – cóż, wtedy niespecjalnie przepadałam za gadaniem o rowerach…

Kompletnie nie potrafiłam odróżnić widełek tylnego trójkąta od rury podsiodłowej i nie mogłam znieść tego niekończącego się nawijania o dwóch kółkach przez otaczających mnie wówczas zapalonych miłośników rowerów. 

Nawet ci bez żadnego doświadczenia w projektowaniu czy produkcji rowerów wypowiadali nieustająco swoje światłe opinie (absolutny hit to: „steel is real”) i to wyłącznie na podstawie wrażeń po zakupie swojego pierwszego jednośladu.

Tak więc bawiłam się świetnie w Mendo, ciesząc się wzajemnym szacunkiem twórców Ibisa  i świetnym poczuciem humoru Scota (Charlie też je ma, ale trzyma to w ukryciu).

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Ibis!

Jacquie Phelan

Don Cook, nasz serdeczny kumpel, również przesłał nam z okazji urodzin wiadomość. Don wraz z żoną Kay prowadzi Muzeum Rowerów i Rowerową Galerię Sław. Dzięki ich ciężkiej pracy historie, które tu nieco chaotycznie próbujemy spisywać, są odpowiednio zarchiwizowane i zaprezentowane. Jeśli więc kiedykolwiek znajdziesz się w pobliżu Crested Butte, koniecznie zajrzyj do ich świetnego muzeum. 

Z wielką dumą mogę powiedzieć, że jestem kumplem, a nawet przyjacielem Scota. Spotkaliśmy się we wrześniu 1980 roku na piątym corocznym wyścigu Pearl Pass. Nikt się teraz nie przyzna do ścigania, ale prawda jest taka, że Scot i ja śmigaliśmy jak szaleni na naszych klunkerach po Pearl Pass od strony Aspen – będąc liderami wyścigu i zasuwając po 33 mile na godzinę. Tak, mieliśmy całkiem w porządku zawieszenie, a opony miały rozmiar 2.125” – największe, jakie wtedy były. To niezwykłe, że rozwijaliśmy wtedy takie prędkości, a jeszcze bardziej niezwykłe, że nie nosiliśmy wtedy żadnych kasków. 

W tamtych czasach myśleliśmy o sobie, że jesteśmy niezłymi kozakami, dopóki pewnego dnia nie minął nas Charlie Cunningham na swoim dziwacznym 6-biegowym aluminiowym rowerze z baranem. To właśnie wtedy pomyśleliśmy sobie: ok, no to pościgajmy się! Spojrzeliśmy ze Scotem na siebie z niemym wyzwaniem w oczach: co jest, do cholery? Żaden baran nas nie przebije! I od tamtej pory śmigaliśmy po górach z jeszcze większym zapałem, a nim się zorientowaliśmy, śmigaliśmy tak już we trzech. 

W taki właśnie sposób  poznaliśmy się i w podobny sposób celebrujemy do dziś naszą znajomość. Wtedy nie wiedziałem, czy spotkam jeszcze kiedyś tych szybkich kolesi, ale kolejnej wiosny wpadłem na Charliego Cunninghama w nowym rowerowym punkcie “Mountain Bikes”, którego właścicielami byli Gary Fisher i Charlie Kelly. 

Po paru wspólnych jazdach i paru wspólnych szamach dostałem od niego fuchę na części w zamian za nową aluminiową ramę z baranem. Pewnego zaś kwietniowego dnia Scot Nicol wpadł do Charliego, by spytać o parę technicznych szczegółów na temat ramy. Okazało się, że Scot zamierzał założyć firmę o nazwie Ibis, produkującą rowery.  

Byłem więc świadkiem powstania jego pierwszego małego lokalu w Mendocino, ogrzewanego dzięki szklarni. Nie mogłem wtedy wprost uwierzyć, że Scot naprawdę zaprojektował i zbudował swój dom oraz sklep rowerowy. Zawsze krok przed wszystkimi. Taki właśnie jest Ibis. 

Na długo przed tym, jak trial zawitał w góry, uczyliśmy się od Scota jak wskoczyć na pakę pick up-a, wykonać parę podskoków z rotacjami i zeskoczyć z powrotem na ziemię bez podpierania się nogą. A Ibis zrobił rower właśnie pod to. Zanim w butikowych rowerach pojawiły się spawy TIG, Ibis już spawał właśnie tak swoje ramy. Modne było napompowane aluminium, ale Ibis zdecydował się na napompowany molibden i odniósł dzięki temu wielki sukces. 

Zanim cyklocross stał się popularny, Ibis zbudował stalowy rower Hakkalügi.

Tytan owszem używany był do produkcji ram, ale Ibis pociągnął ten temat znacznie dalej ze swoimi Silk Ti i Bow Ti. Nigdy nie tkwiąc w jednym miejscu, Ibis szybko przesiadł się na karbon, by stworzyć swój absolutnie flagowy rower z pełnym zawieszeniem, Mojo.  

Nie ma się więc co za bardzo podniecać swoim aktualnym rowerem. Biorąc pod uwagę to, jakie fantastyczne rowery stworzył Ibis na przestrzeni ostatnich dekad, naprawdę trudno wyobrazić sobie nawet, na czym będzie się jeździć w przyszłym roku! 

Gratulacje Scot, gratulacje dla całego Ibisa. To była niezła jazda, dosłownie. 

Don Cook

A oto ciekawy artykuł z Crested Butte News autorstwa Alexa Fenlona o ponownym otwarciu Mountain Bike Hall of Fame:

INNE WPISY z bloga:

Nowa fabryka Ibisa

Co powiesz na małą wycieczkę do Kalifornii, do miejsca, gdzie powstał nowy rower Ibis Exie? W tej miejscówce rowery są tworzone dzięki energii słonecznej!

Po początku – cz.1

Życie często uczy nas, że początki są trudne. Historia Ibis Cycles pokazuje, że początki mogą być wesołe! Przyjaciele Scota Nicola – Jacquie Phelan i Don Cook – przypominają te piękne czasy w swoich listach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.